Jeszcze do niedawna rozpad strefy euro i zniknięcie waluty, czyli rozpad unii monetarnej, wydawały się całkowicie niemożliwe. Dziś wielu analityków i makroekonomistów dopuszcza ten czarny scenariusz. Jaki wpływ miałoby to na inwestycje i kredyty w tej walucie?
Euro-rozważania
Do niedawna nikt nie dopuszczał myśli o możliwości rozpadu unii monetarnej, dziś pojawia się coraz więcej głosów, że to scenariusz nieunikniony, że koncepcja unii monetarnej się nie sprawdziła. A nie sprawdziła się z podstawowej przyczyny – wprowadzono jedną walutę i siedemnaście polityk fiskalnych. Mało tego, kraje pozbawione waluty narodowej, takie jak Grecja czy Portugalia, straciły naturalny mechanizm obronny przed kryzysem w postaci dewaluacji własnej waluty.
Cały czas politycy chcą wierzyć, że strefa euro przetrwa w takim stanie, w jakim jest, ba, nawet przezwycięży kryzys – jak mówi kanclerz Niemiec – i wyjdzie z niego silniejsza. Jak będzie, zobaczymy… Jest kilka możliwych opcji, np. wyjście jednego lub kilku krajów ze strefy euro, choć – o ile sobie przypominam – traktat z Maastricht nie przewiduje mechanizmu wyjścia ze strefy euro. Jeśli jednak ze strefy euro wystąpi Grecja, Hiszpania czy Portugalia, to nie znaczy, że zniknie euro.
Rozważmy więc skrajny scenariusz: strefa euro się rozpada i wszystkie kraje siedemnastki powracają do walut narodowych. Trzeba przyznać, że bardzo trudno to sobie wyobrazić choćby z czysto technicznego punktu widzenia, byłoby to bowiem przedsięwzięcie nawet nie tyle skomplikowane, co karkołomne. Taki rozwój wypadków byłby bardzo niekorzystny dla Niemiec, które grają pierwsze skrzypce w Unii. Marka niemiecka stałaby się wówczas zdecydowanie najsilniejszą walutą, a to zabijałoby niemiecki eksport.
Konsekwencje czarnego scenariusza
Załóżmy jednak ten negatywny scenariusz, czyli całkowity rozpad unii monetarnej. Gdyby faktycznie doszło do takiej sytuacji, to – prawdę mówiąc – konsekwencje są trudne do wyobrażenia.
Jeśli ktoś ma kredyt w euro, to wydaje się, że sytuacja jest w miarę prosta: kredyt zostanie przewalutowany na złotówki. Pozostaje pytanie: po jakim kursie (tu pojawia się więcej zagadek, np. czy to będzie kurs zbliżony do ostatniego kursu rynkowego). Technicznie jest to dość prosta operacja. Sami możemy to obecnie zrobić, więc nie byłoby problemu z przewalutowaniem dotychczasowych kredytów w euro. Zupełnie inaczej sytuacja wygląda z inwestowaniem.
Niewątpliwie rozpad strefy euro, czyli pogłębienie się kryzysu aż do tego skrajnego stadium, spowodowałby totalny chaos na rynkach finansowych. Trudno do końca przewidzieć, co mogłoby się stać, ale naturalny byłby odwrót od aktywów ryzykownych, co właściwie już obserwujemy. Kryzys w strefie euro powoduje dużą nerwowość inwestorów i podwyższoną zmienność na rynkach. Spadają ceny akcji, spadają ceny obligacji krajów najbardziej zagrożonych kryzysem, rosną ceny obligacji tych najbardziej bezpiecznych (amerykańskich i niemieckich), nie rosną już ceny metali szlachetnych, które w pewnej fazie kryzysu traktowano jako sposób ucieczki od aktywów ryzykownych.
Antidotum na euro-zapaść
Wydaje się, że najlepszym przygotowaniem do czarnego scenariusza powinno być unikanie aktywów ryzykownych: akcji, surowców, obligacji o podwyższonym ryzyku – czyli obligacji krajów zagrożonych kryzysem, ale również obligacji korporacyjnych, które siłą rzeczy są aktywem bardziej ryzykownym. Bezpieczeństwa należy szukać w krótkoterminowych polskich papierach rządowych, czyli np. takich produktów, jak fundusze pieniężne. Allianz Pieniężny jest np. bardzo dobrym funduszem, bo nie ma tam dużego ryzyka stopy procentowej ani ryzyka kredytowego. W portfelu mamy papiery krótkoterminowe, głównie rządowe, więc jest to inwestycja bardzo bezpieczna.
W przypadku skrajnego stadium kryzysu warto pamiętać, że fundusze są bardziej bezpieczne niż banki: bank może upaść, a fundusz – nie. Co prawda możemy stracić część aktywów w wyniku spadku ich wartości, jak np. w funduszach akcji. W przypadku banku oczywiście istnieje fundusz gwarancyjny depozytów, ale ma on swój limit.
Szansa dla rozważnych długodystansowców
Kryzys często daje szanse na osiągniecie wysokich stóp zwrotu w przyszłości – aktywa są tanie, jeśli je kupimy po niskiej cenie, to mamy dużą szansę zarobić. Musimy to jednak zrobić w okolicach dołka koniunktury, najlepiej w momencie zmiany trendu na wzrostowy, co niestety nie jest łatwe. Jeżeli kupimy akcje za wcześnie, poniesiemy bolesne straty. Dlatego też w kryzysie powinniśmy przede wszystkim myśleć o ochronie kapitału i szukać „bezpiecznych przystani”, a takimi są fundusze pieniężne i polskie krótkoterminowe papiery skarbowe. Po raz kolejny przypominam, żeby uważać na inwestowanie w surowce. Mitem jest twierdzenie, że np. złoto jest dobrą inwestycją na każdą okazję.
Od wielu już miesięcy powtarzam, że ten kryzys będzie towarzyszył nam przez lata. Nie da się go rozwiązać od razu. Nie ma takiej możliwości, aby na kolejnym szczycie Unii zostało znalezione rozwiązanie, które ten kryzys zakończy. Kraje, które mają problem i są zarzewiem kryzysu, muszą przejść drogę, którą przeszły Estonia czy Łotwa, a obecnie przechodzi Irlandia. To samo czeka Greków, Włochów i Hiszpanów. To oczywiście są kraje nieporównywalnie większe i o innej kulturze, ale droga jest ta sama – oszczędności, oszczędności i jeszcze raz oszczędności. Długi trzeba spłacić.
Rynek nie rychliwy…
Obecna sytuacja wywołuje naturalną reakcję na rynkach finansowych. Co więcej, można nawet stwierdzić, że reakcja jest relatywnie łagodna, jak na powagę wydarzeń. To, co się stało w drugiej połowie tego roku, równie dobrze mogło się stać w pierwszej połowie roku ubiegłego – bo o problemach Grecji wiemy od dwóch lat. Można zadać sobie pytanie, dlaczego rynki od razu nie zareagowały gwałtowną wyprzedażą aktywów ryzykownych, albo czemu już wtedy nie spadały ceny obligacji państw Europy Południowej. Dlaczego wówczas agencje ratingowe nie obniżały ratingów dla tych państw do poziomu śmieciowego? Rynek zazwyczaj nie jest efektywny i czasami reaguje na wydarzenia z pewnym opóźnieniem.
Nie popadając w pesymizm i nie zakładając katastrofy, pamiętajmy, że sytuacja jest poważna. Drobny inwestor powinien przede wszystkim chronić kapitał, a nie szukać możliwości zarabiania. Zaś kredytem w euro nie powinien się szczególnie martwić, jego przewalutowanie zawsze jest możliwe.
Marek Mikuć
Wiceprezes Zarządu
TFI Allianz Polska S.A.
Brak powiązanych wpisów.





schyłek euro się zbliża?