Jak zarabiać na spadkach? Czy w ogóle myśleć o poważnym inwestowaniu w okresie bessy, czy lepiej poszukać wysoko oprocentowanej lokaty?
Początkujący inwestor powinien w okresie spadków poszukać raczej wysoko oprocentowanej lokaty. Biorąc pod uwagę założoną przez nas kwotę 5000 zł, inwestowanie w czasie bessy jest możliwe, ale – mając w pamięci niewielkie doświadczenie na rynku kapitałowym naszego inwestora – podjęcie takich inwestycji byłoby ryzykowne.
Inwestowanie w instrumenty pochodne
Istnieją strategie opierające się na instrumentach pochodnych, dzięki którym możemy zarobić na spadkach. Instrumenty pochodne same w sobie nie są bardzo ryzykowne, ale trzeba rozsądnie obchodzić się z dźwignią finansową.
Najpopularniejszym instrumentem pochodnym dostępnym na warszawskiej giełdzie, na którym możemy zarobić podczas spadków, jest kontrakt terminowy na indeks WIG20. Zajmując krótką pozycję na tym kontrakcie, zarabiamy, gdy rynek spada, a gdy zajmujemy długą – zarabiamy, gdy rynek rośnie. Oczywiście sytuacja będzie wyglądać niekorzystnie, jeżeli rynek będzie podążał w przeciwną stronę do zajętej przez nas pozycji – zajmując krótką pozycję, będziemy tracić, gdy rynek będzie rósł, a zajmując długą – będziemy tracić, gdy rynek będzie spadał.
Uwaga na dźwignię finansową
Wartość kontraktu terminowego na WIG20 wynosi obecnie ok. 2300 punktów*, a jeden punkt to 10 zł, zatem wartość takiego kontraktu wynosi 23 000 zł. Otwierając kontrakt terminowy, nie musimy dysponować kwotą odpowiadającą jego wartości, wystarczy nam depozyt zabezpieczający, wynoszący ok. 6 proc., czyli w tym przypadku 1380 zł. Zatem mając nasze 5000 zł, możemy taki kontrakt otworzyć, ale trzeba pamiętać, że tak naprawdę otwieramy transakcję o wartości 23 000 zł. Mając 5000 zł, stosujemy dźwignię finansową – transakcja opiewa bowiem na wartość niemal pięciokrotnie większą niż nasz kapitał, inwestujemy pieniądze, których faktycznie nie mamy. A to zawsze ryzykowana operacja.
Otwieramy zatem krótką pozycję na kontrakcie terminowym, rynek spada o 200 pkt. Co to oznacza dla nas jako inwestora? Że zarobiliśmy 2000 zł, co – biorąc pod uwagę wysokość kapitału wyjściowego – stanowi 40 proc. zainwestowanych pieniędzy. Dlaczego tak dużo? Dlatego że stosujemy dźwignię finansową. Co jednak się stanie, gdy rynek będzie – wbrew naszym przewidywaniom i doniesieniom mediów – rósł i o 200 punktów przesunie się w drugą stronę? Wówczas stracimy te 2000 zł, czyli 40 proc. naszego kapitału.
Konieczna dyscyplina inwestycyjna
Dokonując wszelkich transakcji, a w szczególności na instrumentach pochodnych, musimy stosować dyscyplinę inwestycyjną i zlecenia ograniczające straty. Nie możemy dopuścić do takiej sytuacji, że rynek pójdzie o 10 proc. w odwrotną stronę niż przewidywaliśmy, bo stracimy 40 proc. kapitału. Oczywiście, mając 5000 na rachunku przy depozycie wynoszącym 1380 zł, ciągle jeszcze mamy margines zabezpieczenia finansowego, ale jest to na tyle znaczna utrata kapitału, że powinniśmy się jako inwestorzy poważnie nad tym zastanowić.
Przy instrumentach pochodnych ważne jest również to, że – inaczej niż w przypadku akcji – są rozliczane mark-to-market, czyli codziennie. Jeśli kupimy akcję za 50 zł, to nawet jeśli ona spadnie na 40 zł wciąż mamy tę samą akcję, być może chwilowo tańszą. Dopóki jej nie sprzedamy, to z punktu widzenia kasowego nie mamy ani zysku, ani straty. W przypadku instrumentów pochodnych i zysk, i stratę realizujemy codziennie. Jeśli rynek pójdzie w kierunku, który przewidzieliśmy, to do naszego rachunku od razu zostanie dopisana premia, natomiast jeśli rynek pójdzie w odwrotnym kierunku – wówczas zostanie nam zdjęta z rachunku odpowiednia kwota i będzie na nim mniej środków.
Zatem jeśli nawet przez 2-3 dni trend będzie odwrotny od przewidywanego, to wówczas tracimy nasze pieniądze, mimo iż w dłuższej perspektywie np. miesiąca, okaże się on zgodny z zajęta przez nas pozycją. Jeśli nie będziemy przestrzegać dyscypliny inwestycyjnej, możemy ponieść tak znaczne straty, że zabraknie nam depozytu.
W tym przypadku zarządzanie wielkością pozycji i zarządzanie zleceniami ograniczającymi stratę są bardzo istotne. Z punktu widzenia założonej kwoty inwestycji (5000 zł) jest możliwe zarabianie na spadkach, ale biorąc pod uwagę brak doświadczenia naszego inwestora – jest to bardzo trudne. Instrumenty pochodne nie są najlepszym rozwiązaniem, aby rozpoczynać swoją przygodę z rynkiem kapitałowym.
Inne możliwości
Możemy również zarabiać na spadkach, kupując opcje sprzedaży na akcje lub opcje sprzedaży na indeks giełdowy. Inwestowanie w opcje jest o tyle bezpieczniejsze, że strata jest ograniczona do wielkości zapłaconej premii za opcje (inaczej niż w przypadku kontraktów terminowych). W przypadku opcji nigdy nie stracimy więcej niż zapłaciliśmy. Zyski z opcji mogą być wysokie, ale większość opcji wygasa niezrealizowanych. Opcji tym bardziej nie polecałbym inwestorom początkującym.
Kolejną możliwością inwestowania w okresie spadków są fundusze inwestycyjne, które mają permanentną krótką pozycję. Właściwie dokonujemy tych samych inwestycji, o których była mowa powyżej, ale nie robimy tego sami, tylko oddajemy je w ręce zarządzających funduszem. Nie ma także dźwigni finansowej – jeśli mamy 5000 zł, to kupimy jednostki funduszy wyłączenie za gotówkę, którą dysponujemy. Jeśli rynek spadnie o 10 proc., a nasz fundusz będzie prawidłowo zarządzany, to jego jednostka wzrośnie mniej więcej o 10 proc. Jeśli jednak rynek wzrośnie – to te 10 proc. stracimy. Funduszy takich nie jest dużo, ale istnieją i można takie jednostki kupić.
Inwestorzy – nie tylko początkujący – powinni się jednak głównie skoncentrować na tym, jak ochronić swój kapitał w okresie bessy. Próba uzyskania korzyści ze spadków na rynkach finansowych jest na tyle ryzykowna, że osobom, które nie mają dostatecznego doświadczenia bym to odradzał. Tylko inwestorzy bardzo aktywni, często spekulujący na rynku, podejmują tego rodzaju ryzykowane przedsięwzięcia finansowe i próbują wykorzystać każde warunki rynkowe do zwiększenia stopy zwrotu. Znaczna większość inwestorów stara się w okresie bessy zachować kapitał lub ograniczyć jego straty do minimum.
Marek Mikuć
*Dane z połowy października
Brak powiązanych wpisów.




